Producenci gotowi na zakaz sprzedaży aut z silnikami spalinowymi?

Autor: Daily Driver · Zdjęcia: DailyDriver.pl · Dodane: 19 lipca 2022
Zobacz także:
Przelicznik mocy » Auto z Niemiec »

Zakaz sprzedaży aut spalinowych planowany od 2035 roku nie jest problemem dla niektórych koncernów samochodowych. Tak przynajmniej przekonują niektórzy eksperci. Już dziś część firm może ich zdaniem przejść na produkcję wyłącznie modeli elektrycznych. Ale w wypowiedziach tych pomija się inny, znacznie ważniejszy aspekt elektryfikacji.

Zgodnie z czerwcowymi decyzjami instytucji unijnych, od 2035 roku nie będzie można w UE kupić nowego auta z napędem spalinowym. O tej decyzji mówiło się od kilku lat, więc niektóre koncerny samochodowe są na tę zmianę przygotowane. Co więcej, część z nich deklaruje, że już w 2030 roku będą sprzedawać wyłącznie auta elektryczne. Tak przynajmniej twierdzi część analityków.

Wyzwaniem na ten moment wydaje się być to, żeby łańcuchy dostaw nadążyły za tymi zmianami, żebyśmy nie utracili wysoko płatnych miejsc pracy w sektorze automotive 

– mówi Krzysztof Burda, prezes zarządu Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności. Rozwój elektromobilności stwarza jednocześnie szanse na napływ nowych inwestycji do Polski. Jak przekonuje dale Burda:

Parlament Europejski przyjął przepisy zaostrzające redukcję emisji w obszarze pojazdów lekkich i na rok 2035 przypada nam ten czas, kiedy odejdziemy od sprzedaży nowych samochodów spalinowych. Jest to termin jak najbardziej realny, ponieważ nie jest nowy dla branży. Branża motoryzacyjna jest jednym z kluczowych interesariuszy, którzy brali udział we wszystkich negocjacjach, ponieważ to od nich zależy gotowość technologiczna, by w pełni wdrożyć zeroemisyjne, elektryczne auta.

Taka gotowość jego zdaniem już jest. Z danych zebranych przez Transport & Environment wynika, że niektóre koncerny deklarują wcześniejszą realizację tych celów. Dla przykładu należące do Grupy BMW Mini i Rolls-Royce, Mercedes-Benz, marka Renault, wchodzące w skład grupy Stellantis Alfa Romeo i Opel, Lexus czy Volvo już w 2030 roku zamierzają sprzedawać wyłącznie auta z napędem elektrycznym. Fiat chce się stać w pełni elektryczną marką w Europie w ciągu pięciu kolejnych lat.

Problemy z elektryfikacją motoryzacji

Co jest zatem problem zdaniem Burdy? Wyzwaniem na ten moment w jego opinii są łańcuchy dostaw, które muszą nadążać za zmianami. Muszą się one dostosowywać do zmieniającego się rynku. Do tego trzeba dbać o istniejące miejsca prace, bo sektor automotive zatrudnia w Polsce prawie 700 tysięcy osób, oferując bardzo dobre zarobki. A nowe pojazdy elektryczne to zagrożenie dla tych miejsc pracy.

Zobacz: Niemcy przeciwko zakazowi sprzedaży aut spalinowych

Takie branże jak np. producenci komponentów do silników spalinowych czy układów wydechowych, których nie ma w pojazdach elektrycznych będą musieli zmienić profil działalności. Zdaniem eksperta kolejne 13 lat to będzie czas na to, żeby mogli znaleźć swoje miejsce w łańcuchu dostaw dla elektromobilności. Z drugiej strony rozwój segmentu aut zeroemisyjnych może pobudzić nowe inwestycje i utworzyć tu nowe miejsca pracy.

W Polsce są zlokalizowane chociażby fabryki baterii, które już w tym momencie odpowiadają za zaspokojenie 30 proc. ogólnego zapotrzebowania w Europie. Za chwilę, kiedy zostaną zakończone procesy inwestycyjne, będziemy mieli w Polsce największą fabrykę baterii na świecie. Sektor baterii jest bardzo dobrym przykładem na to, że elektromobilność daje nowe, wysoko płatne miejsca pracy, w których potrzebujemy inżynierów, nowego wykształcenia. Pociąga to za sobą szereg zmian również w obszarze edukacji i dostosowania się do tych nowych zmian.  

Koreański koncern LG Energy Solution rozpoczął czwarty etap budowy fabryki baterii litowo-jonowych na terenie podwrocławskiej gminy Kobierzyce. Całkowita kwota nakładów przekroczy 3,1 mld euro, a zatrudnienie sięgnie nawet 10 tys. osób. Po zakończeniu tego etapu ma to być największa fabryka akumulatorów EV na świecie o możliwościach produkcyjnych na poziomie 100 GWh. Ma ona zaspokoić około 60 proc. obecnego zapotrzebowania na baterie do samochodów elektrycznych w Europie. Inwestycja LG Energy Solution przyciąga do Polski także kolejne koreańskie firmy z branży. Niektórzy eksperci przekonują także, że że na zmianę na zeroemisyjną jazdę gotowi są także konsumenci, bo popyt na elektryki rośnie z każdym rokiem. Wraz z popularyzacją technologii cena takich aut ma spadać, co dalej będzie napędzać zainteresowanie. Jednak nasz ostatni raport dotyczący sprzedaży aut w Niemczech nie pokrywa się z rzekomymi trendami, a niemiecki rynek jest dominującymi w Europie (więcej tutaj).

Elektryfikacja a niedobory sieci elektrycznej w Polsce

Problem jest jednak znacznie szerszy niż przedstawia to Burda. Naszym zdaniem w ogóle pomijana jest kwestia infrastruktury technicznej. Na ten moment, przy znikomej sprzedaży aut elektrycznych w Polsce, już pojawiają się sytuacje, kiedy brakuje wolnych i sprawnych ładowarek na mieście czy w trasie. Do tego sama infrastruktura musi mieć odpowiednią wydolność, czyli dostawy energii nie mogą być zagrożone. Trudno na ten moment być co do tego pewnym, skoro Polska w okresie zimowym często ratuje się w ostatnich latach zakupem energii z zagranicy, a instalacje elektryczne w podwarszawskich miejscowościach są często tak przeciążane, że mieszkańcy są pozbawiani regularnie prądu (np. Marki pod Warszawą).

Zobacz: BMW wprowadzi nowe silniki benzynowe i diesla, w tym R6 oraz V8!

Trzecia kwestia to regulacje prawne i infrastruktura niezbędna do ładowania aut na osiedlach i w miastach. O ile właściciele domów mogą doładowywać pojazdy we własnym zakresie (choć też w ograniczonym stopniu z uwagi na ładowarki o mocy 11 czy 22 kW), o tyle w miastach póki co ładowanie elektryków jest możliwe w zasadzie tylko na komercyjnych, drogich ładowarkach. Żeby to się zmieniło, należy potężnie rozbudować sieć ładowania w miastach. Ale to wymaga odpowiedniej mocy sieci, która udźwignie taki pobór energii. Warto pamiętać, że w tym roku włodarze naszego kraju doprowadzili swoją polityką do takiej sytuacji, że ludziom może zabraknąć węgla na opał domu, a jeśli będzie  on dostępny, to już wiadomo, że będzie kosztował kilkukrotnie więcej niż rok temu. Na ten moment nie jesteśmy przygotowani jako kraj na pełną elektryfikację transportu. Pytanie, jakie będzie tempo zmian w Polsce pod tym kątem i ile za to wszystko zapłacimy my, podatnicy.

Zobacz: Szef Stellantis: auta elektryczne zabiją rynek samochodowy w Europie

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Aktualności